Witam ponownie!
Piszę do Was z lotniska Atlanta,Georgia czekając na mój samolot do Nowego Yorku. Tym razem, by nie popełniać tego samego błędu co poprzednim razem, podróż będę opisywać tak aktualnie jak tylko potrafię. J
Pierwsza część podróży przebiegła spokojnie. Budzik zadzwonił o 3:45, przy okazji budząc pół świata, gdyż zapomniałam ściszyć go na ludzki poziom. Szybkie pakowanie, make up i w drogę. Od lotniska dzieliło nas niecałe 30 minut, więc o 5:10 byłam już przy bramce. Lotnisko Little Rock oferuje tak zwane free wifi, czyli darmowy bezprzewodowy internet, więc pozostałe 30 minut spędziłam plotkując na gadu gadu. ;) Lot przebiegł spokojnie (pomimo faktu, że strrrasznie chciało mi się siku ^^). Po szybkiej wizycie w toalecie i ze stopem w Starbucks na kubek Double Chocklad Chip Frapuccino Tall, bez problemu znalazłam swoją bramkę (kilometrowy spacer po terminalu T, później pociąg z terminalu T na terminal B i kolejny sparcer po terminalu B, aż do bramki B09... pikuś ^^). Jakoże lotnisko Atlanta opcji FREE wifi nie oferuje (wifi owszem, ale za 8 dolców na 24 godziny. Na dwie godziny nie opłaca mi się tego wykupywać), postanowiłam zacząć pisać raport z podróży spełniającej jedno z moich największych marzeń. :P
W tej sekundzie właśnie zorientowałam się właśnie, że Atlanta znajduje się w innej strefie czasowej, czyli zamiast spędzenia tutaj planowanych 2 godzin, spędziłam tylko godzinę. Obecnie jest 9:05 (pomimo tego, że mój zegarek mylnie wciąż pokazuje 8:05. Co z tym związane, za niecałe 5 minut będę musiała wejść do samolotu. Tak więc opowieść będę kontynuować z samolotu. J
Witam. Tym razem piszę z samolotu relacji Atlanta-Laguardia, New York z wysokości ponad 10,000 stóp. Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia ile to jest w kilometrach. Potrafiłam się przystosować do dolarów, poundsów, mili, ale feet, yard i inch po siedmiu miesiącach wciąż brzmią dla mnie tajemniczo. ;) Moje krzesło znajduje się na końcu lewego skrzydła przy oknie. Mam jednak nadzieję, że pomimo skrzydła uda mi się pstryknąć kilka fotek nad pięknym Manhattanem. J
Hmm... Obok mnie siedzą dwie kobiety. Pani buismesswoman w wieku może 34 lat rozpłaszczyła się na swoim siedzeniu kimając. Druga pani również postanowiła się zdrzemnąć, bo oczy ma zamknięte, ale jej szyja i kręgosłup są wyprostowane jakby połknęła kij... ^^ Nawet nie opiera głowy o siedzenie! Ja tak spać nie potrafie... xD Niesamowite, ile ciekawych zjawisk można zaobserwować podróżując po świecie. ;) Natomiast pani siedząca przede mną również postaniwiła się kimnąć, ale ona obniżyła poziom swojego krzesła, co oznacza, że teraz komputer mam prawie pod biustem. :/ Ale co tam, uśmiechamy sie dalej, jakby wszystko było w porządku. Olewamy panią, w końcu to NEW YORK, BABE! ^^
Pozwólcie mi opisać wam w skrócie wstępny plan podróży. Już wczoraj wraz z Diane i Nicole pojechałyśmy do motelu w Little Rock (z krytym basenem ^^), by uniknąć wstawania o 3 w nocy. Czwartek przedpołudnie (dzisiaj) spędzam w podróży. Planowany przylot zaplanowany jest na 12:05 pm. Robin, Camilla oraz reszta mają dolecieć w mniej więcej tym samym czasie (Camilla leci z Jackson, Mississippi, a Robin z Memphis, Tennessee). Nie wiem, czy wcześniej o tym wspomniałam, ale to właśnie z nimi jadę do NYC. Cała podróż zorganizowana jest z okazji urodzin Camilli. O, właśnie się zorientowałam, że nie mam dla niej prezentu... Eh, kupi się coś później. ^^ Oprócz naszej dwójki jedzie jeszcze grupa znajomych Robin (jeszcze nie miałam okazji ich poznać). Podejrzewam, że po przyjeździe do NYC pojedziemy zameldować się do hotelu. Co do kolejnych dni nie mamy jeszcze KONKRETNYCH planów, ale mam nadzieję, że uda nam się wykorzystać każdą chwilę. J Zrobiłam nawet listę wszystkich rzeczy, które chciałabym zobaczyć:














Wiem, że prawdopodobnie nie zaliczę wszystkich tych punktów w niecałe4 dni, ale postaram się zrobić jak najwięcej.
Kurde, coś nie tak z tymi samolotami. Non stop chce mi się lecieć do toalety! Jakbym wypiła rzeke Mississippi, nie kubeczek Sprite i kawe... -.-‘ O! I są lekkie turbujencje! Jupi, hehe. xD
Wracając do tematu: w niedzielę koło południa Robin i reszta opuszczają hotel i około 5 lecą do domu. Mój bilet jest dopiero na poniedziałek 12:55 pm, więc wstępny plan był taki, że jadę na lotnisko wraz z nimi (Diane nie zgodziła sie na pozostawienie mnie samej w centrum NY... Hmm, ciekawe czemu ^^ Zresztą, taniej taksówka wyjdzie) i po prostu czekam na swój lot na lotnisku. Oznaczało to, że muszę być na nogach około 36 godzin (wytrzymałabym... Nawet zrobiłam sobie test czy mi się uda tyle wytrwać bez spania i przeszłam go pomyślnie ^^). Ale zamiast tego, wpadłam na jakże wspaniały pomysł! Nie wiem, czy mówiłam Wam wcześniej o Timi. To moja koleżanka z klasy w IB w Szwecji, która również jest exchange student w tym roku, ale mieszka w Nowym Yorku (taa, wiem... Zazdrosna jestem jak nie wiem co. Nawet chciałyśmy się zamienić, bo ona woli ciepełko południa, ale się nie dało...-.-). Napisałam do niej i umówiłyśmy się, że Timi odbierze mnie z hotelu w niedziele po południu i spędzę noc u niej w domu. Nie dość, że nie muszę spać na lotnisku, to jeszcze mam dodatkowy dzień spędzony na Manhattanie (bo jeżeli ktokolwiek uważał, że pojedziemy prosto do jej domu, to... Phi xD)! W poniedziałek przetransportuję się na Laguardię (JAK to jeszcze ustalę później ^^ Nie ma to jak spontan ^^) i wyspana polecę z powrotem do Arkansas. J Więc, jak widzicie, wstępnie plan wygląda wspaniale. ;)
Została mi godzina lotu, obowiązek zapiętych pasów przez lekkie turbulencje i pęcherz, który zaraz pęknie. Ale i tak jest bosko. :P
Powiem, że ostatnio jestem okropną optymistką. ^^ Nie wiem, co na to wpłynęło: NY, pogoda... Po prostu ciągle się uśmiecham i bardzo trudno zniszczyć mój dobry humor. No, ale gdy już jest zniszczony, to lepiej nie podchodzić, bo gryzę. xD
Okej, słuchajcie, samoloty są super. xD Można zaobserwować tu tyle ciekawych rzeczy! Jak na przykład panią „połknęłam-szczotkę-i-jestem-sztywna-ale-chce-mi-sie-spać”, albo... Chińczyka czytającego książkę po chińsku. Albo może to był japoński... (eh, Yaten, zabij, nigdy się nie nauczę). W kazdym bądź razie w końcu odważyłam się poprosić dwie panie, żeby mnie wypuściły (przekleństwo siedzeń przy oknach, ale widoki są tego warte ;]), poszłam do toalety (tak btw. załatwianie się na wysokości 10,000 stóp w czasie turbujencji jest bardzo... ciekawym przeżyciem, biorąc pod uwagę fakt, że toaleta ma jakiś 1 metr kwadratowy... ^^) i w drodze powrotnej zauważyłam gościa czytającego tą książkę. Widziałam już wiele książek w językach obcych, ale nigdy w... znaczkach. ^^ Hehe...
Kapitan właśnie ogłosił lądowanie za około 25 minut. Jest słonecznie, pode mną widzę wiele domków, ale wciąż ani śladu wieżowców i wspaniałej Long Island.
Zanim wyląduję wkleję Wam również kilka zdjęć, które zrobiłam wczoraj z Nicole w domu pogrzebowym [Diane tam pracuje. Zabrała nas tam po drodze do hotelu, bo musiała coś załatwić]. :)
Witam ponownie! :)
Przepraszam, ze wklejam ta notke dopiero dzisiaj. Miala pojawic sie juz jakis tydzien temu, ale... nie wyszlo. ^^
Dzisiaj odpowiedzi zamieszcze na koncu, a najpierw mam dla was obiecane zdjecia z wycieczki z przed 2 tygodni. Mike i Diane zabrali mnie oraz Nicole na jednodniowa wycieczke. Jej pierwotnym celem bylo pokazanie Sasi (naszemu nowemu buldogo cosiowi) swiata, ale ostatecznie przemienilo sie w podroz krajoznawcza, by pokazac, nie Sasi, a mnie i Nicole, i nie swiat poza granicami domu [bo to juz widzialysmy], ale serce prawdziwego Arkansas.
Arkansas da sie opisac jednym slowem: PIEKNE. W ciagu jednego dnia zrobilam ponad 425 zdjec (ale to moze po prostu efekt mojego bezsensowego klikania fotek czegokolwiek sie da :]). Niektore widoki [niekotre na zdjeciach] "take your breath away" ;) [odbieraja ci oddech :P]. Niektore krajobrazy niespodziewanie zaskakuja cie, wylaniajac sie zza gory czy zakretu. Zaluje, ze ktos nie robil zdjec mojej miny, bo wiele razy moja szczeka, doslownie, opadala w dol.
Tutaj sie za bardzo nie rozpisuje, wiecej napisze w opisach zdjec. Arkansas: I love You. :)
Zaczniemy od zdjec z pracy Mike'a. Pod spodem, przedstawiam: Miss Diane, narzedzie pracy Mike'a, czyli truck, ciezarowka. Jest ooogromna, w srodku posiada dwa lozka, telewizor, polki i mini lodowke. ;) Hotel na kolkach... ;)
To nasze pieski. Na dole w czerwonej obrozy: Ginger, jamnik. Obok niej w czarnej obrozy Oliver, rowniez jamnik. Duze, buldogopodobne stworzenie to Sassi, nasz nowy nabytek. Ma dopiero kilka miesiecy, ale roznie jak na drozdzach. Gdy ja kupilismy, byla wielkosci polowy Olivera i biegala po domu, slizgajac sie po posadzce i obijajac o sciany. Dzisiaj jest wielkosci trzech Oliverow, WCIAZ biega po domu slizgajac sie po posadzce i WCIAZ obija sie o sciany. Jest booooska. ;)
Po lewej, zza zakretu wylania sie ogromne jezioro. Niebiesciutkie jak niebo. :)
Przystanek numer jeden: Jezioro. Sasi cieszy sie wolnoscia, biegajac dookola jak szalona. ;)
Mike i Diane.
Saaaassi!!! :*
Od lewej: Mike, Diane, Nicole i Oliver.
Mike i jego pupilka. ;) Mike kiedys mial kilka pitbulli, wiec poczatkowo Sassi zostala kupiona jako prezent dla Mike'a, zastepstwo jednego z "duzych psow" (bo jamniki to takie kochane zabawki, nie psy ;]). Po pewnym czasie okazalo sie jednak, ze Sassi to kompletny tchorz, leniuch i pieszczoch. I zamiast psa obronnego, Mike zyskal przytulanke. ;)
Everybody! :) Mike, Sassi, Diane, Ginger, Oliver, Nicole i... JA (w jakis ogromnych dresach ;])! XD
Mla i Sasi. :)
Przystanek numer 2: stacja benzynowa w Heber Springs. Zaopatrujemy sie w Redbulla, Twixa, orzeszki, jakies napoje i inne przysmaki... A to Amerykanska policja. W Ameryce nie ma jednego szablony na samochody policyjne, tak jak w wiekszosci krajow europejskich. Tutaj w kazdym miescie samochody policyjne wygladaja inaczej. :)
Jakistam domek w Heber Springs.
Zywa reklama. Mr. Washington i Mrs. Statue of Liberty reklamuja ubezpieczenia tanczac w smiesznych strojach w wyjatkowo cieply, wiosenny dzien. Podziwiam. ;)
Widok na rzeke z tamy numer 1.
Przystanek numer 3. Wielka tama. Zdjecie zrobione jest z budki, ktora widac na kolejnym zdjeciu. Jest to miejsce historycznie, jakoze wlasnie z TEJ budki, nad TA tama, Prezydent Kennedy wyglaosil swoja ostatnia mowe, zanim zostal smiertelnie postrzelony. Kennedy odwiedzil Arkansas, by pogratulowac zbudowania jej olbrzymiej budowli, przy ktorej zginelo zalednie 2 ludzi [przy budowani TAKIEJ tamu 2 to naprawde maly wynik]. Po zakonczonej mowie, Kennedy udal sie na kolejna podroz, tym razem do Dallas w Texasie, gdzie mial wyglosic kolejna typowa mowe. Do tego jednak nigdy nie doszlo, gdyz prezydent zostal smiertelnie postrzelony.
Pamiatkowe popiersie Prezydenta Kennedy'ego. :)
Nasze pupilki once again: Oliver, Sassi i Ginger.
Przystanek nr. 3: tama pietro nizej, czyli rezerwat. Tutaj: hodowla ryb [czy jakkolwiek to sie nazywa xD]. ;)
Ostrzezenie na ogrodzeniu zbiornikow. ;) No i pytanie za 100 punktow: co to za ryba? Bo ja szczerze to nie mam pojecia... ^^
Mike w budynku z informacjami o rezerwacie. :)
Mla i Diane ;)
Mla na wspanialym czyms, nazywanym Ripstick. ;) To cos pomiedzy deskorolna, surfingiem, a snowboardem. ;) Jakby deskorolna na dwoch kolkach. Zeby poruszac sie na przod, trzeba ruszac nogami w ksztalcie litery S. Trudne do opisania, ale na koncu, przed odpowiedziami, wstawie filmik. :)
Gdybysmy wybrali sie na krotki spacerek wzdluz tej rzeki i mineli ten zakret, to naszym oczom ukazalaby sie wczesniej wspomniana Wielka Tama. :)
Typowy widok prawdziwego Arkansas. Dluga, prosta droga, wzgorza i lasy. :)
Gora wspinaczkowa. :) Dziwnie wystaje z ziemi i az mialam ochote sie na nia wspiac, ale dowiedzialam sie, ze nie ma na szczyt innej drogi niz po skalach, z prawdziwym sprzetem wspinaczkowym, wiec odpuscilam.. ;)
Jedna z mijanych przez nas wiosek. :)
Me on Ripstick again. :)
Ponownie ja. :)
Miałam bardzo dobre chcęci wstawienia tutaj filmku, żeby pokazać wam jak "ripstickowałam", ale niestety Youtube mnie zdradził i nie chce go załadować. Może kiedyś w przyszłości. :)
----------------------------------
Odpowiedzi:
Czy w USA jest standardem mieć telefon 3G?
Raczej nie. I jezeli zaczynamy juz temat komorek w USA to powiem raz, a porzadnie: RAZR. Motorola RAZR to jedyny telefon, ktory Amerykanie uznaja za godny kupna. Pamietacie moze czasy, kiedy wszyscy w Polsce mieli Nokie 3310? Mniej wiecej to samo dzieje sie tutaj z plasciutka Motorola. Wiele osob ma rowniez telefony z tz. klawiatura QWERTY, ale w porownaniu do RAZR to i tak mala grupa. Niektorzy maja tez Sony Ericssony, ale to JESZCZE mniejsza grupa. Generalnie trzymaja sie zasady RAZR 4 EVER [czego ja nie rozumiem, bo ja Motorolek nie trawie ^^].
Czy Amerykanom zależy na tym by mieć dobrą rzecz, np. komórkę?
Trudno powiedziec. Na pewno nie tak bardzo jak w Polsce czy w Szwecji. Ale specjalnie wyscigu po coraz to nowsze modele elektroniki nie dostrzegam. Tutaj na poludniu ludzie ciesza sie gdy dziala. Wiecej im do zycia nie potrzeba. ;) Poza tym, jezeli wiele osob ma ta "dobra rzecz", to traci on a swoja wartosc. Fajnie jest miec Corvette, nie? Ale jezeli tym samym modelem jezdzi twoj sasiad, sasiadka, kolezanka i bratanek to nie czujesz sie w niej juz tak samo wyjatkowo [a Corvette to dobry przyklad, bo w porownaniu do Europy, to jest ich tutaj wiecej].
Dałabyś radę wkleić np. zdjęcie jakiejś jednej strony jakiegoś podręcznika?
ZDJECIE PODRECZNIKA.
Masz jakąs swoją klase i wychowawczynie czy to jest tak, że poprostu nie ma czegoś takiego?
Nie mam klasy, ani wychowawczyni. Sa podzieleni rocznikowo. Z kazdego rocznika, w mojej szkole, jest okolo 200 osob, ale nie sa podzielone na zadne mniejsze grupki, ani nie podlegaja zadnym konkretnym nauczycielom.
Czy tam Ciebie do klasy przydzielili wiekowo, czy ze względu na wiedze?
Ze wzgledu na wiek. Granica wiekowa to sierpien, wiec jestem PRAWIE seniorem. ;)
Pytają Ci się co piszesz, co my piszemy w komentarzach?
Owszem. Szczegolnie wiele ubawu mieli z komentarzami, w ktorych zachwycaliscie sie nad uroda Dilliona. ;)
Grają tam w piłkę nożną?;)
Owszem. Nie jest to jeden z wiekszych sportow, ale owszem, jest uprawiany. W mojej szkole jest nawet reprezentacja pilki noznej. I jak sie zastanowic, to w Greenbrier jest to 3 najwazniejszy sport, na rowni z baseballem [pierwsze miejsce football, drugie koszykowka].
Kiedy masz urodziny?^^ Życzenia chcę Ci złożyć;*
Oj, troche z tymi zyczeniami bedziesz musiala poczekac, bo 18 nie koncze az do 17 wrzesnia. ;)
Jeśli chodzi o rozmiar butów i ubrań to jak tam jest?
Ubrania normalnie: S, M, L. Jeżeli chodzi o spodnie to od 0 do... 26? 30? W zależności od tego jak bardzo się roztyjesz. ;P A buty dziwnie, bo jest inaczej u mezczyzn i inaczej u kobiet. Np. kobiece 9 jest mniejsze niż męskie 8. ^^
Czy Nicole ma kolczyki gdzies jeszcze oprocz tuneli w uszach? Ile mm maja jej tunele?
Nicole ma kolczyk w jezyku i tunele w uszach. Na rozmiarach tuneli sie nie znam, ale z tego co mi powiedziala, to zdaje mi sie, ze ma rozmiar 0, dobrze mowie? ^^
Tradycyjnie, szybciutko zaczniemy od odpowiedzi, a potem przechodzimy do wydarzeń aktualnych. :)
Czy u nich są rozgrywki z siatkówki?
Owszem są. I jeżeli jesteś w tym dobra, to masz szansę dostać się do drużyny. :)
W jakich stopniach Amerykanie mierzą temperaturę i ile 1 stopień amerykański wynosi stopni Celsjusza?
W stopniach Farenheita, niestety. Przelicznik jest dosyć skomplikowany, bo żeby z Celsjusza otrzymać Farenheita musisz zastosować formułę:
Tf = ((9/5)*Tc)+32
Czyli temperaturę w stopniach Celsjusza musisz pomnożyć przez 9/5, a potem dodać do tego 32. Pikuś... ^^

Obrazek ze strony www.USATODAY.com
Ile jeden Ibs to w przeliczeniu na gramy, dekagramy i kilogramy?
Jeden kilogram to 2,2 pounds. Jeżeli dobrze pamiętam, jeden pound to ok. 0.45 kg (450 gramów).
Czy w USA jest coś takiego jak 'odpowiednik' fotka.pl?
Na pewno jest, ale nie wiem, pod jakim adresem, bo nie korzystam ani z amerykańskiej, ani z polskiej fotki.pl... Wolę Facebook. ;)
Co uczniowie (w Twoim wieku) robią po szkole?
Zadanie domowe... ^^ Niektórzy pracują, niektórzy grają w gry komputerowe, niektórzy siedzą przed komputerem, a niektórzy robią coś jeszcze innego.
Nie dałoby rady załatwić zdjęcia Dilliona bez koszulki? :D
Dać wam palec, a chcą całą rękę...;) Nawet nie wiecie jak musiałam się napracować, żeby załatwić tamto.;) Pożyjemy, zobaczymy... xD
Czy oni maja tam problemy z cera? Pryszcze i te sprawy...
Problemy z cerą to nie jest problem narodowości, a wieku. Problem z trądzikiem na większość nastolatków na CAŁYM świecie. W USA też. ;)
Czy ty też należysz do przedsięwzięcia COMMUNITY SERVICE PROJECT?
Niestety nie wiem, co to jest, więc pewnie do tego nie należę ^^, ale miło by było, gdybyś napisała, co to jest. :)
----------------------------------
W piątek w GHS odbyła się Basketball Homecoming Game. Pisałam już wcześniej o tym, co to jest Homecoming, bo taka sama impreza odbyła się w GHS jesienią [Football Homecoming]. Dla tych, co są nie wiedzą i są zbyt leniwi, żeby przewinąć blog kilka notek w tył, powiem w skrócie, że Homecoming to zamknięcie sezonu, czyli ostatni mecz w swojej szkole. Po meczu odbywa się impreza [dance], od zakończenia meczu, do około 11-11:30 pm. :)
Zebrało się całe Greenbrier i jeszcze trochę.;) Mecz jak mecz... Ciekawe widowisko. Nasi chłopacy wygrali, dziewczyny dostały porządnie w... pupę.;) Ale najfajniejsza zabawa zaczęła się oczywiście PO meczu.:) Niestety Nicole stwierdziła, że jej się iść nie chce, ale pomimo tego, wraz z Olgą, bawiłam się wyśmienicie.
To już druga szkolna impreza z rzędu, która udowodniła mi, że Amerykanie gustu muzycznego w moim mniemaniu nie posiadają.;) Muzyka, którą DJ puszczał zaliczała się do gatunków: hard rock, country, lub rap. Na palcach jednej ręki mogłabym wyliczyć piosenki, które PRAWDOPODOBNIE zostałyby puszczone w jakiejkolwiek europejskiej dyskotece. Aby usłyszeć choć jedną piosenkę starej, dobrej Rihanny, musiałyśmy osobiście błagać o to DJ.
Co idzie za faktem, że Amerykanie mają słaby gust muzyczny? Fakt, że nie umieją tańczyć. Jest to poniekąd logiczne, bo jak mają się tego nauczyć, skoro nie mają do tego odpowiedniej muzyki? ^^ W niektórych momentach miałam wrażenie, że jestem na dyskotece klasy 4, nie młodzieży w wieku 16-18 lat... Do hardrockowej piosenki, taniec polega na przepychaniu się, skakaniu na siebie, wrzeszczeniu i udawaniu, że gra się na gitarze elektrycznej. Rap to kołysanie się w górę i w dół, najlepiej w ogóle nie dbając o rytm.;) Ewentualna możliwość: ręce zgięte w łokciach przed sobą, poruszane po płaszczyźnie horyzontalnej. Country to była najlepsza część, bo pomimo tego, że taniec do tej muzyki jest dziwny [słyszeliście kiedyś Cotton Eye Joe?xD], to przynajmniej sprawia trochę przyjemności. Skakanie w około jak na wiejskich imprezach, trzymając się pod rękę, mówta co chceta, wygląda dziwnie, ale sprawia ubaw po pachy. ;)
Teraz niektórzy (tak, Mamusiu i Tatusiu, o was mowa^^), pewnie śmieją się i mówią: "Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy." A tu was zaskoczę, że nie! Wraz z Olgą pokazałyśmy garstce tych uroczych istot, jak tańczy się w Europie (podczas tego jednego, wybłaganego kawałka Rihanny ;]). Poza tym, jeżeli człowiek chce, to potrafi się dobrze bawić nawet wtedy, gdy przeszkadza mu ten "rąbek u spódnicy"... :)
Teraz kilka zdjęć z Homecoming, pod zdjęciami filmiki, a potem jeszcze kilka innych zdjęć.:)
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 34405

Gadu Gadu: 2671261
E-mail: martusia_swe@hotmail.com
Zafascynowana amerykańską kulturą zdecydowałam się na spędzenie roku w USA. Ostatecznie wylądowałam w miasteczku Greenbrier w stanie Arkansas, zaledwie 40 minut od Little Rock, stolicy stanu ;)
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: