Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 381 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
"I pledge allegiance to the Flag of the United States of America, and to the Republic for which it stands, one Nation, under God, indivisible, with liberty and justice for all."
[Pledge of Allegiance]

Zdjęcia w galeriach.


NYC część I

sobota, 19 kwietnia 2008 22:31
Moją relację z NYC postanowiłam dodać w kilku częściach. Po pierwsze, opisanie wszystkiego zajmie mi sporo czasu. Po drugie, jak to ktoś mi kiedyś powiedział, lepiej mniej, a częściej. Gdybym wkleiła notkę w calości, niewielu z Was chciałoby się wszystko czytać. ;) Więc, narazie wklejam ile mam. Wiem, że minął już prawie tydzień od kiedy byłam w NYC, ale nie martwcie się, nic nie zapomniałam. Pozatym, na bierząca spisywałam sobie ciekawsze punkty podróży, by później (czyt. teraz) je rozwinąć i napisać przyzwoitą notkę. :) Zapraszam! :)

---------------------------------

Witam ponownie!

Piszę do Was z lotniska Atlanta,Georgia czekając na mój samolot do Nowego Yorku. Tym razem, by nie popełniać tego samego błędu co poprzednim razem, podróż będę opisywać tak aktualnie jak tylko potrafię. J

Pierwsza część podróży przebiegła spokojnie. Budzik zadzwonił o 3:45, przy okazji budząc pół świata, gdyż zapomniałam ściszyć go na ludzki poziom. Szybkie pakowanie, make up i w drogę. Od lotniska dzieliło nas niecałe 30 minut, więc o 5:10 byłam już przy bramce. Lotnisko Little Rock oferuje tak zwane free wifi, czyli darmowy bezprzewodowy internet, więc pozostałe 30 minut spędziłam plotkując na gadu gadu. ;) Lot przebiegł spokojnie (pomimo faktu, że strrrasznie chciało mi się siku ^^). Po szybkiej wizycie w toalecie i ze stopem w Starbucks na kubek Double Chocklad Chip Frapuccino Tall, bez problemu znalazłam swoją bramkę (kilometrowy spacer po terminalu T, później pociąg z terminalu T na terminal B i kolejny sparcer po terminalu B, aż do bramki B09... pikuś ^^). Jakoże lotnisko Atlanta opcji FREE wifi nie oferuje (wifi owszem, ale za 8 dolców na 24 godziny. Na dwie godziny nie opłaca mi się tego wykupywać), postanowiłam zacząć pisać raport z podróży spełniającej jedno z moich największych marzeń. :P

W tej sekundzie właśnie zorientowałam się właśnie, że Atlanta znajduje się w innej strefie czasowej, czyli zamiast spędzenia tutaj planowanych 2 godzin, spędziłam tylko godzinę. Obecnie jest 9:05 (pomimo tego, że mój zegarek mylnie wciąż pokazuje 8:05. Co z tym związane, za niecałe 5 minut będę musiała wejść do samolotu. Tak więc opowieść będę kontynuować z samolotu. J

Witam. Tym razem piszę z samolotu relacji Atlanta-Laguardia, New York z wysokości ponad 10,000 stóp. Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia ile to jest w kilometrach. Potrafiłam się przystosować do dolarów, poundsów, mili, ale feet, yard i inch po siedmiu miesiącach wciąż brzmią dla mnie tajemniczo. ;) Moje krzesło znajduje się na końcu lewego skrzydła przy oknie. Mam jednak nadzieję, że pomimo skrzydła uda mi się pstryknąć kilka fotek nad pięknym Manhattanem. J

Hmm... Obok mnie siedzą dwie kobiety. Pani buismesswoman w wieku może 34 lat rozpłaszczyła się na swoim siedzeniu kimając. Druga pani również postanowiła się zdrzemnąć, bo oczy ma zamknięte, ale jej szyja i kręgosłup są wyprostowane jakby połknęła kij... ^^ Nawet nie opiera głowy o siedzenie! Ja tak spać nie potrafie... xD Niesamowite, ile ciekawych zjawisk można zaobserwować podróżując po świecie. ;) Natomiast pani siedząca przede mną również postaniwiła się kimnąć, ale ona obniżyła poziom swojego krzesła, co oznacza, że teraz komputer mam prawie pod biustem. :/ Ale co tam, uśmiechamy sie dalej, jakby wszystko było w porządku. Olewamy panią, w końcu to NEW YORK, BABE! ^^

Pozwólcie mi opisać wam w skrócie wstępny plan podróży. Już wczoraj wraz z Diane i Nicole pojechałyśmy do motelu w Little Rock (z krytym basenem ^^), by uniknąć wstawania o 3 w nocy. Czwartek przedpołudnie (dzisiaj) spędzam w podróży. Planowany przylot zaplanowany jest na 12:05 pm. Robin, Camilla oraz reszta mają dolecieć w mniej więcej tym samym czasie (Camilla leci z Jackson, Mississippi, a Robin z Memphis, Tennessee). Nie wiem, czy wcześniej o tym wspomniałam, ale to właśnie z nimi jadę do NYC. Cała podróż zorganizowana jest z okazji urodzin Camilli. O, właśnie się zorientowałam, że nie mam dla niej prezentu... Eh, kupi się coś później. ^^ Oprócz naszej dwójki jedzie jeszcze grupa znajomych Robin (jeszcze nie miałam okazji ich poznać). Podejrzewam, że po przyjeździe do NYC pojedziemy zameldować się do hotelu. Co do kolejnych dni nie mamy jeszcze KONKRETNYCH planów, ale mam nadzieję, że uda nam się wykorzystać każdą chwilę. J Zrobiłam nawet listę wszystkich rzeczy, które chciałabym zobaczyć:

  • Central Park
  • Fifth Avenue

  • Empire State Building
  • Upper East Side

  • Statue of Liberty
  • Plaza Hotel

  • Times Square

  • Friends House
  • Chinatown

  • Broadway

  • Madame Tussauds

  • Wall Street

Wiem, że prawdopodobnie nie zaliczę wszystkich tych punktów w niecałe4 dni, ale postaram się zrobić jak najwięcej.

Kurde, coś nie tak z tymi samolotami. Non stop chce mi się lecieć do toalety! Jakbym wypiła rzeke Mississippi, nie kubeczek Sprite i kawe... -.-‘ O! I są lekkie turbujencje! Jupi, hehe. xD

Wracając do tematu: w niedzielę koło południa Robin i reszta opuszczają hotel i około 5 lecą do domu. Mój bilet jest dopiero na poniedziałek 12:55 pm, więc wstępny plan był taki, że jadę na lotnisko wraz z nimi (Diane nie zgodziła sie na pozostawienie mnie samej w centrum NY... Hmm, ciekawe czemu ^^ Zresztą, taniej taksówka wyjdzie) i po prostu czekam na swój lot na lotnisku. Oznaczało to, że muszę być na nogach około 36 godzin (wytrzymałabym... Nawet zrobiłam sobie test czy mi się uda tyle wytrwać bez spania i przeszłam go pomyślnie ^^). Ale zamiast tego, wpadłam na jakże wspaniały pomysł! Nie wiem, czy mówiłam Wam wcześniej o Timi. To moja koleżanka z klasy w IB w Szwecji, która również jest exchange student w tym roku, ale mieszka w Nowym Yorku (taa, wiem... Zazdrosna jestem jak nie wiem co. Nawet chciałyśmy się zamienić, bo ona woli ciepełko południa, ale się nie dało...-.-). Napisałam do niej i umówiłyśmy się, że Timi odbierze mnie z hotelu w niedziele po południu i spędzę noc u niej w domu. Nie dość, że nie muszę spać na lotnisku, to jeszcze mam dodatkowy dzień spędzony na Manhattanie (bo jeżeli ktokolwiek uważał, że pojedziemy prosto do jej domu, to... Phi xD)! W poniedziałek przetransportuję się na Laguardię (JAK to jeszcze ustalę później ^^ Nie ma to jak spontan ^^) i wyspana polecę z powrotem do Arkansas. J Więc, jak widzicie, wstępnie plan wygląda wspaniale. ;)

Została mi godzina lotu, obowiązek zapiętych pasów przez lekkie turbulencje i pęcherz, który zaraz pęknie. Ale i tak jest bosko. :P

Powiem, że ostatnio jestem okropną optymistką. ^^ Nie wiem, co na to wpłynęło: NY, pogoda... Po prostu ciągle się uśmiecham i bardzo trudno zniszczyć mój dobry humor. No, ale gdy już jest zniszczony, to lepiej nie podchodzić, bo gryzę. xD

Okej, słuchajcie, samoloty są super. xD Można zaobserwować tu tyle ciekawych rzeczy! Jak na przykład panią „połknęłam-szczotkę-i-jestem-sztywna-ale-chce-mi-sie-spać”, albo... Chińczyka czytającego książkę po chińsku. Albo może to był japoński... (eh, Yaten, zabij, nigdy się nie nauczę). W kazdym bądź razie w końcu odważyłam się poprosić dwie panie, żeby mnie wypuściły (przekleństwo siedzeń przy oknach, ale widoki są tego warte ;]), poszłam do toalety (tak btw. załatwianie się na wysokości 10,000 stóp w czasie turbujencji jest bardzo... ciekawym przeżyciem, biorąc pod uwagę fakt, że toaleta ma jakiś 1 metr kwadratowy... ^^) i w drodze powrotnej zauważyłam gościa czytającego tą książkę. Widziałam już wiele książek w językach obcych, ale nigdy w... znaczkach. ^^ Hehe...

Kapitan właśnie ogłosił lądowanie za około 25 minut. Jest słonecznie, pode mną widzę wiele domków, ale wciąż ani śladu wieżowców i wspaniałej Long Island.

Zanim wyląduję wkleję Wam również kilka zdjęć, które zrobiłam wczoraj z Nicole w domu pogrzebowym [Diane tam pracuje. Zabrała nas tam po drodze do hotelu, bo musiała coś załatwić]. :)










-------------------------------------------

I oto pierwsza część podróży. Zdjęcia z Nowego Yorku wkleję jak tylko uda mi się wszystko opisać, ale za szybko się nie napalajcie, ponieważ jest ich około 350, wieć chwilkę to zajmie. ;) Chyba, że ktoś zna serwis, gdzie mogę wrzucić wiele zdjęć za jednym razem, a nie po jedny zdjeciu i BEZ obowiązku opisywania kazdego z nich. :) Buzia :*
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (90) | dodaj komentarz

Cirque du Soleil + Święta w St.Louis + Springbreak

sobota, 05 kwietnia 2008 9:38
Dzisiaj zaczniemy od sprawozdania z przedstawienia Cirque du Soleil, krótkiego opisu Wielkanocy i reszty Springbreak, później zdjęcia, odpowiedzi i na koniec "niespodzianka". :)

Cirque du Soleil. Zacznijmy od tego, co to jest. To grupa artystyczna. Trudno dokładnie opisać, co robią. Wpiszcie do Youtuba, to zobaczycie co robią. Są niesamowici. :)
Od pewnego czasu chciałam już zobaczyć ich przedstawienie. Okazało się, że mają teraz trasę po USA i... przyjeżdżają do USA! Na dodatek, dzięki kilku znajomościom (dzięęęki Robin ;]), dostałam darmowe bilety w bardzo dobrych miejscach! Niestety, przy wejściu, moja kamera została skonfiskowana. Zakaz robienia jakichkolwiek zdjęć. Dlatego też, żadnych zdjęć z samego show nie mam. Za to, po pokazie, zostałyśmy zaproszone na zaplecze, by pogadać sobie z osobą, która załatwiła nam darmowe bilety (ojciec mojego znajomego :]). Pan Zbigniew, bo tak ma na imię, jest  jednyą z osób, która najdłużej współpracuje z Cirque du Soleil. Za kulisami pokazał nam maski i stroje, opowiedział nam o jego pracy. Mogłyśmy zobaczyć artystów ćwiczących przed kolejnymi występami. :) Jeszcze raz, panie "Zygi", oficjalnie bardzo dziękuję za wszystko. Przedstawienie było wspaniałym, niezapomnianym przeżyciem. :)

Przejdźmy do Wielkanocy. :) Osobiście zawsze uważałam, że Wielkanoc jest... "słabym" świętem. W porównaniu do Świąt Bożego Narodzenia, ledwo co się ją obchodzi. Tak jest zarówno w Polsce, Szwecji, jak i w USA.
Diane na Wielkanoc postanowiła zapoznać nas ze swoją rodziną z St. Louis. Niestety Mike nie mógł pojechać tam z nami, gdyż musiał pracować. Podróż z Greenbrier do St.Louis poprzez podtopione Arkansas trwała 7 godzin. Nasz pierwszy dzień miał trzy główne punkty. Raz: The Arch, Shopping Center oraz Bowling Alley. The Arch obcykałam ze wszystkich stron. Jest naprawde ogromny! Można nawet wjechać na sam szczyt, co zresztą planowałam zrobić. Niestety kolejka na szczyt była ponad... 3 godzinna. Zamiast stania i czekania na bilety, ustaliłyśmy z Diane, że kolejnym razem, gdy odwiedzimy St. Louis (w maju), kupimy bilety w przedsprzedaży w internecie i wjedziemy na szczyt bez kolejki. :) Więc na zdjęcia ze szczytu musicie jeszcze trochę poczekać... Punkt drugi, czyli shopping. Zanim w ogóle zdecydowałyśmy pojechać do St. Louis, Diane opowiadała nam historie o słynnym, "wielkim" centrum handlowym. Gdy przyszedł czas na zakupy, byłam strasznie szczęśliwa. Nie mogłam się już doczekać, by zobaczyć to siódme niebo! Liczyłam kilometry do... centrum handlowego, które owszem, było ponad przeciętną, ale w mojej opinii nie miało się co równać z np. Silesią... Zawiodłam się jak nie wiem co.. :( Nie kupiłam NIC! Po "shoppingu" pojechałyśmy na chwilę do domu, by 10 minut później wyjść do baru/sali bowlingowej.*(patrzcie "PS2")
Drugi dzień świąt był berdziej leniwo-rodzinny. Do domu kuzynki Diane, u której mieszkałyśmy, zjechali się wszyscy żyjący krewni. Były karty, obiad... Generalnie tak zwane "family get together". Wraz z Nicole obejrzałyśmy kilka filmów, pomalowałyśmy jajka (których potem nie zjadłyśmy przez kolejne 1,5 tygodnia ^^)... A kolejnego dnia z samego rana wybrałyśmy się w drogę powrotną. :)
Przez resztę Springbreak byłam prawdziwym leniem... W ciągu całego tygodnia wyszłam z domu tylko raz, ale za to ten jeden raz był bardzo fajnie spędzony. Wraz ze Stephanie, Corey'm i Brandi wybrałam się najpierw do chińskiej restauracji, a później na zakupy. Kilka fotek z tego wypadu zamieściłam na końcu notki. :)

W końcu, wasze ulubione: zdjęcia. :)

Przyczepa Cirque du Soleil


Mój darmowy bilet ^^


Przed Alltel Arena. To tam było przedstawienie. To coś takiego jak Sala Kongresowa w Wawie :)


Po przedstawieniu, za kulisami, z tatą Robina. :)


Kolejna przymiarka sukienkowa. :)


Nicole w restauracji Ruby Tuesday zładła WSZYSTKO. I wyczyściła talerz do błysku. ^^

Jeszcze podczas oczyszczania talerza. ;)


Od dołu: Hailey i Jami, nasze sąsiadki z naprzeciwka, i Nicole. :)


Jeden z pierwszych naprawde ciepłych dni. Diane otworzyła dach w swoim samochodzie, odebrała nas wcześniej ze szkoły i zrobiłyśmy sobie wypad do miasta. :)


A tu już po drodze do St. Louis. Tutaj, przejeżdżamy przez wioskę zwaną Pocahontas. ^^


Całe Arkansas było w stanie powodziowym. Teraz kilka zdjęć z podtopionego stanu. :)








Hmm.. Jeżeli nie wiecie, to szepnę tylko, że to wszystko na zdjęciu to tak naprawdę nie jest jezioro. To wszystko to podtopione pola uprawne...


To już w St. Louis. W drodze do centrum, by zobaczyć The Ark. :)


St. Louis.


Most w St. Louis.


Teraz seria zdjęć z osławionego The Arch :)




Można oczywiście wjechać na szczyt, ale okazało się, że jest ponad 3 godzinna kolejka, więc zamiast czekać, postanowiłyśmy tym razem odpuścić. Na szczyt wjedziemy gdy pojedziemy do St. Louis w maju. :)








Typowy amerykanin xDDD


Jedna ze śtron łuku. :)


To jest eee.... sztuka. ^^


I kolejna... sztuka ^^




To zdjęcia z tego jednego dnia w czasie Springbreak, w którym w ogóle wyszłam z domu. ^^ Tutaj: Corey.


Brandi.


Ponownie: Corey.




Skoro nie macie tam klas itp. to jak z ocenami jest? Bo przecież w dziennikach się wstawia oceny. A jak jest u Ciebie?
Dzienniki? Zapomnij. Tutaj wszystko jest skomputerowane. Nauczyciele sprawdzają obecność i wpisują oceny w komputerze (każdy nauczyciel ma swój). Potem wysyłają to do głównej bazy. Jeżeli chcesz, możesz nawet sprawdzić swoje oceny na www.edline.net. :)

Czy tam też są popularne arafatki?
Nie. ^^

Nie macie tam jakis sposobów, co robić, żeby nie przytyć? I czy Nicole też odczuła skutki amerykanskiego jedzenia?
Nie i niewiele. Sposobów nie ma. Uwierzcie, że ja naprawdę nie jem wiele fastfoodów. Nie przepadam za tym. Ale tutaj nieważne co jesz, tak czy siak przytyjesz. Wszystko jest tłustsze i niezdrowe. Nicole jest szwedką. Większość szwedów jest "tall, blonde and skinny". Czyli wysoka, blond i chuda. Szwedzi nie tyją. Jeżeli już, to w formie "jabłka", czyli na brzuchu. A nicole jest jedną z tych osób, które mogą zjeść pół McDonalda i nie przytyją ani pół kilograma. ^^

Kiedy masz koniec roku szkolnego?
Jeszcze nie wiadomo. Prawdopodobnie 30 maja.

Czy opuściłaś jakiś dzień w szkole?
Eee... Wiele. ^^ Byłam chora przez spory kawał czasu. Ale nie przejmują się tym, ponieważ jestem FES. Gdybym była normalną uczennicą, za nieobecność powyżej 6 dni miałabym problemy. A jeżeli twoja nieobecność jest już naprawdę spora, poślą cię do sądu. xDD

Dillon, how old are you?
Odpowiem za niego, Dillion ma 17 lat. Urodzony 1991.

Czy masz jeszcze kontakt z Jessicą z którą mieszkałaś na początku? I w ogóle z tą rodziną u której byłyście?
Owszem, mam. :) Odwiedziłam ich pod koniec lutego, a w czwartek jadę z nimi na wycieczkę. :)

Czy w porównaniu do polskich cen płyt zespołów, USA ma wyższe czy niższe ceny?
Szczerze? Nie mam pojęcia! Zdaje mi się, że są ciut tańsze, ale nie dam sobie głowy uciąć... Naprawdę, trudno mi powiedzieć, nigdy krążków nie kupuję. ^^

Zwiedziłaś już jakieś większe miasta typu NY czy LA?
Jeszcze nie, ALE... Przejdźmy do "niespodzianki"!

W przyszłym tygodniu wasza reporterka wybiera się na swoją pierwszą wycieczkę do... NOWEGO YORKU! :) Co oczywiście dla Was oznacza setki zdjęć (jakoś wymyślę sposób, żeby je wszystkie tu zamieścić :]) i relację z pierwszej ręki. :) Na dodatek, zatrzymuję się w hotelu na Times Squarem więc to obcykam dokładnie. :) No, czekajcie cierpliwie, a ja postaram się opisać tę wycieczkę jak najszybciej się da, czyli prawdopodobnie gdzieś za niecałe dwa tygodnie [wyjeżdżam w czwartek 9.04, wracam w poniedziałek 13.04]. :) NYC, nadchodzę!!! :)
Buziaki :*

PS. Wybaczcie, za jakość notki, szczególnie tą pierwszą część. Wiem, że brzmi okropnie, ale obiecałam, że wkleję ta notkę, zanim pojadę do NY, a w ostatniej możliwej do napisania tego chwili, zupełnie opuściła mnie zdolność do składania zdań do kupy. ^^ Obiecuję, że się poprawię; chwilowa sprawa... ;)
PS2. Obiecałam, że wkleję tą notkę dzisiaj. Oczywiście odkładając wszystko na ostatnią chwilę, do pisania zabrałam się dopiero dzisiejszego wieczora. Obecnie jest godzina 22:59. O godzinie 3:45 wstaję, by zdążyć na samolot o 6. Jakoże jestem arcyzmęczona i chcę już iść do łóżka, o sali bowlingowej napiszę w kolejnej notce. :) Mam nadzieję, że zrozumiecie. Buziaczki i dobranoc. ;*
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

The "True Arkansas" Trip :)

niedziela, 02 marca 2008 19:36

Witam ponownie! :)

Przepraszam, ze wklejam ta notke dopiero dzisiaj. Miala pojawic sie juz jakis tydzien temu, ale... nie wyszlo. ^^

Dzisiaj odpowiedzi zamieszcze na koncu, a najpierw mam dla was obiecane zdjecia z wycieczki z przed 2 tygodni. Mike i Diane zabrali mnie oraz Nicole na jednodniowa wycieczke. Jej pierwotnym celem bylo pokazanie Sasi (naszemu nowemu buldogo cosiowi) swiata, ale ostatecznie przemienilo sie w podroz krajoznawcza, by pokazac, nie Sasi, a mnie i Nicole, i nie swiat poza granicami domu [bo to juz widzialysmy], ale serce prawdziwego Arkansas.

Arkansas da sie opisac jednym slowem: PIEKNE. W ciagu jednego dnia zrobilam ponad 425 zdjec (ale to moze po prostu efekt mojego bezsensowego klikania fotek czegokolwiek sie da :]). Niektore widoki [niekotre na zdjeciach] "take your breath away" ;) [odbieraja ci oddech :P]. Niektore krajobrazy niespodziewanie zaskakuja cie, wylaniajac sie zza gory czy zakretu. Zaluje, ze ktos nie robil zdjec mojej miny, bo wiele razy moja szczeka, doslownie, opadala w dol.

Tutaj sie za bardzo nie rozpisuje, wiecej napisze w opisach zdjec. Arkansas: I love You. :)

Zaczniemy od zdjec z pracy Mike'a. Pod spodem, przedstawiam: Miss Diane, narzedzie pracy Mike'a, czyli truck, ciezarowka. Jest ooogromna, w srodku posiada dwa lozka, telewizor, polki i mini lodowke. ;) Hotel na kolkach... ;) 




To nasze pieski. Na dole w czerwonej obrozy: Ginger, jamnik. Obok niej w czarnej obrozy Oliver, rowniez jamnik. Duze, buldogopodobne stworzenie to Sassi, nasz nowy nabytek. Ma dopiero kilka miesiecy, ale roznie jak na drozdzach. Gdy ja kupilismy, byla wielkosci polowy Olivera i biegala po domu, slizgajac sie po posadzce i obijajac o sciany. Dzisiaj jest wielkosci trzech Oliverow, WCIAZ biega po domu slizgajac sie po posadzce i WCIAZ obija sie o sciany. Jest booooska. ;)

Po lewej, zza zakretu wylania sie ogromne jezioro. Niebiesciutkie jak niebo. :)


Przystanek numer jeden: Jezioro. Sasi cieszy sie wolnoscia, biegajac dookola jak szalona. ;)


Mike i Diane.

Saaaassi!!! :*

Od lewej: Mike, Diane, Nicole i Oliver.

Mike i jego pupilka. ;) Mike kiedys mial kilka pitbulli, wiec poczatkowo Sassi zostala kupiona jako prezent dla Mike'a, zastepstwo jednego z "duzych psow" (bo jamniki to takie kochane zabawki, nie psy ;]). Po pewnym czasie okazalo sie jednak, ze Sassi to kompletny tchorz, leniuch i pieszczoch. I zamiast psa obronnego, Mike zyskal przytulanke. ;)

Everybody! :) Mike, Sassi, Diane, Ginger, Oliver, Nicole i... JA (w jakis ogromnych dresach ;])! XD

Mla i Sasi. :)

Przystanek numer 2: stacja benzynowa w Heber Springs. Zaopatrujemy sie w Redbulla, Twixa, orzeszki, jakies napoje i inne przysmaki... A to Amerykanska policja. W Ameryce nie ma jednego szablony na samochody policyjne, tak jak w wiekszosci krajow europejskich. Tutaj w kazdym miescie samochody policyjne wygladaja inaczej. :)

Jakistam domek w Heber Springs.

Zywa reklama. Mr. Washington i Mrs. Statue of Liberty reklamuja ubezpieczenia tanczac w smiesznych strojach w wyjatkowo cieply, wiosenny dzien. Podziwiam. ;)

Widok na rzeke z tamy numer 1.

Przystanek numer 3. Wielka tama. Zdjecie zrobione jest z budki, ktora widac na kolejnym zdjeciu. Jest to miejsce historycznie, jakoze wlasnie z TEJ budki, nad TA tama, Prezydent Kennedy wyglaosil swoja ostatnia mowe, zanim zostal smiertelnie postrzelony. Kennedy odwiedzil Arkansas, by pogratulowac zbudowania jej olbrzymiej budowli, przy ktorej zginelo zalednie 2 ludzi [przy budowani TAKIEJ tamu 2 to naprawde maly wynik]. Po zakonczonej mowie, Kennedy udal sie na kolejna podroz, tym razem do Dallas w Texasie, gdzie mial wyglosic kolejna typowa mowe. Do tego jednak nigdy nie doszlo, gdyz prezydent zostal smiertelnie postrzelony.


Pamiatkowe popiersie Prezydenta Kennedy'ego. :)

Nasze pupilki once again: Oliver, Sassi i Ginger.

Przystanek nr. 3: tama pietro nizej, czyli rezerwat. Tutaj: hodowla ryb [czy jakkolwiek to sie nazywa xD]. ;)

Ostrzezenie na ogrodzeniu zbiornikow. ;) No i pytanie za 100 punktow: co to za ryba? Bo ja szczerze to nie mam pojecia... ^^

Mike w budynku z informacjami o rezerwacie. :)

Mla i Diane ;)




Mla na wspanialym czyms, nazywanym Ripstick. ;) To cos pomiedzy deskorolna, surfingiem, a snowboardem. ;) Jakby deskorolna na dwoch kolkach. Zeby poruszac sie na przod, trzeba ruszac nogami w ksztalcie litery S. Trudne do opisania, ale na koncu, przed odpowiedziami, wstawie filmik. :)

Gdybysmy wybrali sie na krotki spacerek wzdluz tej rzeki i mineli ten zakret, to naszym oczom ukazalaby sie wczesniej wspomniana Wielka Tama. :)

Typowy widok prawdziwego Arkansas. Dluga, prosta droga, wzgorza i lasy. :)

Gora wspinaczkowa. :) Dziwnie wystaje z ziemi i az mialam ochote sie na nia wspiac, ale dowiedzialam sie, ze nie ma na szczyt innej drogi niz po skalach, z prawdziwym sprzetem wspinaczkowym, wiec odpuscilam.. ;)

Jedna z mijanych przez nas wiosek. :)

Me on Ripstick again. :)

Ponownie ja. :)

Miałam bardzo dobre chcęci wstawienia tutaj filmku, żeby pokazać wam jak "ripstickowałam", ale niestety Youtube mnie zdradził i nie chce go załadować. Może kiedyś w przyszłości. :)

----------------------------------

Odpowiedzi:

Czy w USA jest standardem mieć telefon 3G?
Raczej nie. I jezeli zaczynamy juz temat komorek w USA to powiem raz, a porzadnie: RAZR. Motorola RAZR to jedyny telefon, ktory Amerykanie uznaja za godny kupna. Pamietacie moze czasy, kiedy wszyscy w Polsce mieli Nokie 3310? Mniej wiecej to samo dzieje sie tutaj z plasciutka Motorola. Wiele osob ma rowniez telefony z tz. klawiatura QWERTY, ale w porownaniu do RAZR to i tak mala grupa. Niektorzy maja tez Sony Ericssony, ale to JESZCZE mniejsza grupa. Generalnie trzymaja sie zasady RAZR 4 EVER [czego ja nie rozumiem, bo ja Motorolek nie trawie ^^].

Czy Amerykanom zależy na tym by mieć dobrą rzecz, np. komórkę?
Trudno powiedziec. Na pewno nie tak bardzo jak w Polsce czy w Szwecji. Ale specjalnie wyscigu po coraz to nowsze modele elektroniki nie dostrzegam. Tutaj na poludniu ludzie ciesza sie gdy dziala. Wiecej im do zycia nie potrzeba. ;) Poza tym, jezeli wiele osob ma ta "dobra rzecz", to traci on a swoja wartosc. Fajnie jest miec Corvette, nie? Ale jezeli tym samym modelem jezdzi twoj sasiad, sasiadka, kolezanka i bratanek to nie czujesz sie w niej juz tak samo wyjatkowo [a Corvette to dobry przyklad, bo w porownaniu do Europy, to jest ich tutaj wiecej].

Dałabyś radę wkleić np. zdjęcie jakiejś jednej strony jakiegoś podręcznika?

ZDJECIE PODRECZNIKA.





Masz jakąs swoją klase i wychowawczynie czy to jest tak, że poprostu nie ma czegoś takiego?
Nie mam klasy, ani wychowawczyni. Sa podzieleni rocznikowo. Z kazdego rocznika, w mojej szkole, jest okolo 200 osob, ale nie sa podzielone na zadne mniejsze grupki, ani nie podlegaja zadnym konkretnym nauczycielom.

Czy tam Ciebie do klasy przydzielili wiekowo, czy ze względu na wiedze?
Ze wzgledu na wiek. Granica wiekowa to sierpien, wiec jestem PRAWIE seniorem. ;)

Pytają Ci się co piszesz, co my piszemy w komentarzach?
Owszem. Szczegolnie wiele ubawu mieli z komentarzami, w ktorych zachwycaliscie sie nad uroda Dilliona. ;)

Grają tam w piłkę nożną?;)
Owszem. Nie jest to jeden z wiekszych sportow, ale owszem, jest uprawiany. W mojej szkole jest nawet reprezentacja pilki noznej. I jak sie zastanowic, to w Greenbrier jest to 3 najwazniejszy sport, na rowni z baseballem [pierwsze miejsce football, drugie koszykowka].

Kiedy masz urodziny?^^ Życzenia chcę Ci złożyć;*
Oj, troche z tymi zyczeniami bedziesz musiala poczekac, bo 18 nie koncze az do 17 wrzesnia. ;)

Jeśli chodzi o rozmiar butów i ubrań to jak tam jest?
Ubrania normalnie: S, M, L. Jeżeli chodzi o spodnie to od 0 do... 26? 30? W zależności od tego jak bardzo się roztyjesz. ;P A buty dziwnie, bo jest inaczej u mezczyzn i inaczej u kobiet. Np. kobiece 9 jest mniejsze niż męskie 8. ^^

Czy Nicole ma kolczyki gdzies jeszcze oprocz tuneli w uszach? Ile mm maja jej tunele?
Nicole ma kolczyk w jezyku i tunele w uszach. Na rozmiarach tuneli sie nie znam, ale z tego co mi powiedziala, to zdaje mi sie, ze ma rozmiar 0, dobrze mowie? ^^


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (53) | dodaj komentarz

The V-day, Walentynki, The Valentine's Day, Najbardziej nadmuchane święto komercyjne, The Singles Awareness Day etc.

piątek, 15 lutego 2008 7:25
Za leksza chaotycznie, za co winię późną porę. For u.

Walentynki. Ludzie dostający bzika na punkcie serduszek, czerwonego, różowego i nagłego okazywania sobie dozgonnej miłości. Screw that. ^^
Ludzie w tym dniu dzielą się na trzy grupy. Pierwsza z nich to Kochasie. Ci, nagle budzą się ze snu i próbują skumulować swoją całą miłość do wszystkiego, co się porusza, w ciągu tego jednego dnia. Ubierają się na czerwono i różowo i mijając na korytarzu czy ulicy ledwo znane im osoby wrzeszczą radośnie: „Happy Valentines Day! I love you!”.
Grupa numer dwa to Załamani. Niektórzy w USA nazywają Walentynki „The Singles Awareness Day”, czyli dzień, w którym osoby samotne zdają sobie sprawę z faktu, że wciąż nie mają swojej drugiej połówki. W efekcie płaczą po kątach, podcinają sobie żyły, upijają się w trupa albo skaczą z mostu. Do wyboru do koloru; sposobów na celebrowanie braku sensu w swoim życiu jest wiele.
Ja osobiście należę do grupy trzeciej, niestety wciąż zrzeszającej najmniejsze szeregi młodych ludzi. Grupa trzecia to Ignoranci. Ludzie, którzy Walentynek po prostu nie obchodzą. Nie ubieram się w różowe serduszka tylko dlatego, że to oficjalny dzień Miłości. Co z wspaniałym „Kocham Cię”, które tego dnia zostaje znacznie nadużywane? Jeżeli kogoś kocham, mówię mu to bez specjalnej okazji, gdy tylko mam taką możliwość; to jest warte więcej niż wymuszone „I love u [but actually I’m saying this only because today is the V-day]”. Jeżeli kogoś kochasz, nie ważne, która jest pora roku, miesiąc, dzień. Każda chwila jest dobra, by to powiedzieć. Więc dlaczego tak bardzo podniecamy się, gdy ktoś powie nam „to słowo na K” w dniu Walentynek?! Liczy się to, co naprawdę się czuje, a nie, kiedy powie się to nagłos.
Jeżeli chodzi o cierpienie niektórych, związane z nieposiadaniem randki w dniu Walentynek, to szczerze, naprawdę zwisa mi to i powiewa. Z faktu, że jestem singlem zdaję sobie sprawę każdego dnia; nie jest to trudne. Owszem, w Walentynki czasem ma się wrażenie, że dookoła ciebie nagle powstało milion par, a ty wciąż siedzisz sam/a w domu, na randce z pudełkiem czekoladek i pilotem w ręku. Co mnie od innych odróżnia to fakt, że ja jako singiel mam się znakomicie i na nic nie narzekam. Jako singiel czuję się wolna i jest mi z tym dobrze. Po co więc wylewać ocean łez z powodu braku partnera w Walentynki?
Czternasty luty to dzień jak każdy inny. To święto komercyjne rozdmuchiwane przez media. I to nie jest tak, że ja Walentynek nienawidzę. Ja po prostu ich nie uznaję.;)

Co uznaję czternastego lutego to urodziny moich znajomych: Aduś :*, Dredzik i Michel [który nigdy tego nie przeczyta, bo nie zna polskiego]. STO LAT KOCHANI! :*:*:*

To tylko tak króciutko, walentynkowo było. Dzisiaj bez zdjęć i odpowiedzi; większa notka pojawi się później. Nie napisałam tu wiele o Walentynkach konkretnie w USA, bo obchodzi się je podobnie jak w Polsce, z tą różnicą, że tutaj to święto jest jeszcze bardziej nadmuchane i ludzie naprawdę dostają bzika. ;) No i coś, z czym się raczej w Polsce nie spotkałam to „Candy Grams”, czyli za 50 centów można wysłać ukochanej osobie Walentynkę z przyczepionym do niej lizaczkiem, która do adresata dotrze szkolną pocztą. :)
Śniegu wciąż brak. Za to temperatura szaleje, rano przyrozek, po południu zabawa na dworze z bezrękawniku. ;)
Dla niecierpliwych podam w sekrecie, że kolejna notka będzie o wycieczce terenoznawczej i o tym, jakie piękne jest Arkansas. Plus ok. 30 zdjęć. :)
Buziaki i do kolejnego! :*
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (44) | dodaj komentarz

Basketball Homecoming

poniedziałek, 11 lutego 2008 4:30

Tradycyjnie, szybciutko zaczniemy od odpowiedzi, a potem przechodzimy do wydarzeń aktualnych. :)

Czy u nich są rozgrywki z siatkówki?
Owszem są. I jeżeli jesteś w tym dobra, to masz szansę dostać się do drużyny. :)

W jakich stopniach Amerykanie mierzą temperaturę i ile 1 stopień amerykański wynosi stopni Celsjusza?
W stopniach Farenheita, niestety. Przelicznik jest dosyć skomplikowany, bo żeby z Celsjusza otrzymać Farenheita musisz zastosować formułę:
Tf = ((9/5)*Tc)+32
Czyli temperaturę w stopniach Celsjusza musisz pomnożyć przez 9/5, a potem dodać do tego 32. Pikuś... ^^

Obrazek ze strony www.USATODAY.com

Ile jeden Ibs to w przeliczeniu na gramy, dekagramy i kilogramy?
Jeden kilogram to 2,2 pounds. Jeżeli dobrze pamiętam, jeden pound to ok. 0.45 kg (450 gramów).

Czy w USA jest coś takiego jak 'odpowiednik' fotka.pl?
Na pewno jest, ale nie wiem, pod jakim adresem, bo nie korzystam ani z amerykańskiej, ani z polskiej fotki.pl... Wolę Facebook. ;)

Co uczniowie (w Twoim wieku) robią po szkole?
Zadanie domowe... ^^ Niektórzy pracują, niektórzy grają w gry komputerowe, niektórzy siedzą przed komputerem, a niektórzy robią coś jeszcze innego.

Nie dałoby rady załatwić zdjęcia Dilliona bez koszulki? :D
Dać wam palec, a chcą całą rękę...;) Nawet nie wiecie jak musiałam się napracować, żeby załatwić tamto.;) Pożyjemy, zobaczymy... xD

Czy oni maja tam problemy z cera? Pryszcze i te sprawy...
Problemy z cerą to nie jest problem narodowości, a wieku. Problem z trądzikiem na większość nastolatków na CAŁYM świecie. W USA też. ;)

Czy ty też należysz do przedsięwzięcia COMMUNITY SERVICE PROJECT?
Niestety nie wiem, co to jest, więc pewnie do tego nie należę ^^, ale miło by było, gdybyś napisała, co to jest. :)

----------------------------------

W piątek w GHS odbyła się Basketball Homecoming Game. Pisałam już wcześniej o tym, co to jest Homecoming, bo taka sama impreza odbyła się w GHS jesienią [Football Homecoming]. Dla tych, co są nie wiedzą i są zbyt leniwi, żeby przewinąć blog kilka notek w tył, powiem w skrócie, że Homecoming to zamknięcie sezonu, czyli ostatni mecz w swojej szkole. Po meczu odbywa się impreza [dance], od zakończenia meczu, do około 11-11:30 pm. :)
Zebrało się całe Greenbrier i jeszcze trochę.;) Mecz jak mecz... Ciekawe widowisko. Nasi chłopacy wygrali, dziewczyny dostały porządnie w... pupę.;) Ale najfajniejsza zabawa zaczęła się oczywiście PO meczu.:) Niestety Nicole stwierdziła, że jej się iść nie chce, ale pomimo tego, wraz z Olgą, bawiłam się wyśmienicie.
To już druga szkolna impreza z rzędu, która udowodniła mi, że Amerykanie gustu muzycznego w moim mniemaniu nie posiadają.;) Muzyka, którą DJ puszczał zaliczała się do gatunków: hard rock, country, lub rap. Na palcach jednej ręki mogłabym wyliczyć piosenki, które PRAWDOPODOBNIE zostałyby puszczone w jakiejkolwiek europejskiej dyskotece. Aby usłyszeć choć jedną piosenkę starej, dobrej Rihanny, musiałyśmy osobiście błagać o to DJ.
Co idzie za faktem, że Amerykanie mają słaby gust muzyczny? Fakt, że nie umieją tańczyć. Jest to poniekąd logiczne, bo jak mają się tego nauczyć, skoro nie mają do tego odpowiedniej muzyki? ^^ W niektórych momentach miałam wrażenie, że jestem na dyskotece klasy 4, nie młodzieży w wieku 16-18 lat... Do hardrockowej piosenki, taniec polega na przepychaniu się, skakaniu na siebie, wrzeszczeniu i udawaniu, że gra się na gitarze elektrycznej. Rap to kołysanie się w górę i w dół, najlepiej w ogóle nie dbając o rytm.;) Ewentualna możliwość: ręce zgięte w łokciach przed sobą, poruszane po płaszczyźnie horyzontalnej. Country to była najlepsza część, bo pomimo tego, że taniec do tej muzyki jest dziwny [słyszeliście kiedyś Cotton Eye Joe?xD], to przynajmniej sprawia trochę przyjemności. Skakanie w około jak na wiejskich imprezach, trzymając się pod rękę, mówta co chceta, wygląda dziwnie, ale sprawia ubaw po pachy. ;)
Teraz niektórzy (tak, Mamusiu i Tatusiu, o was mowa^^), pewnie śmieją się i mówią: "Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy." A tu was zaskoczę, że nie! Wraz z Olgą pokazałyśmy garstce tych uroczych istot, jak tańczy się w Europie (podczas tego jednego, wybłaganego kawałka Rihanny ;]). Poza tym, jeżeli człowiek chce, to potrafi się dobrze bawić nawet wtedy, gdy przeszkadza mu ten "rąbek u spódnicy"... :)

Teraz kilka zdjęć z Homecoming, pod zdjęciami filmiki, a potem jeszcze kilka innych zdjęć.:)


1/7 of Homecoming Royalty.


5/7 of Homecoming Royalty :)


Our favourite pet... GREENBRIER PANTHER!


Homecoming Royalty once again :)


Czirliderki xD


Nasi chłopcy :)


Teraz czas na kilka filmików z meczu. Miało być ich siedem, ale trzy nie zdążyły się załadować, więc wrzucę je do kolejnej notki. :)
1. http://www.youtube.com/watch?v=fas65FRwGkk
2. http://www.youtube.com/watch?v=B6J9E716qbw
3. http://www.youtube.com/watch?v=yTxaUmhXMXE
4. http://www.youtube.com/watch?v=iT1uPrqPV08



Ja, Olga [fes z Włoch] i Nicole. :)


Ja i Nicole jeszcze przed wyjściem na mecz/imprezę. :)


Bu. Aaaaaaa!!! xD


Tym optymistycznym akcentem zakańczam dzisiejszą notkę i idę spać. :) Kolorowych snów :*
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (43) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  102 852  

O mnie

Gadu Gadu: 2671261
E-mail: martusia_swe@hotmail.com

O moim bloogu

Zafascynowana amerykańską kulturą zdecydowałam się na spędzenie roku w USA. Ostatecznie wylądowałam w miasteczku Greenbrier w stanie Arkansas, zaledwie 40 minut od Little Rock, stolicy stanu ;)

Mini słowniczek

"fes" - foreign exchange student, czyli uczen na wymianie
STS - Student Travel Schools; organizacja, dzieki ktorej jestem w USA
GHS - Greenbrier High School; szkola, do ktorej obecnie uczeszczam

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 102852
Bloog istnieje od: 3595 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl